Daniel Straszewski

Prezentujemy nowego zapaleńca na kulturystycznej scenie. Nazywa się Daniel Straszewski, jeszcze do niedawna był bokserem, dziś podnosi ciężary i twierdzi, że przy tej dyscyplinie „zaparkuje” już na dobre.

Tata boksował, potem opiekował się bokserami jako działacz, więc synowi nie pozostawało nic innego, jak tylko naśladować ojca. Był w drugiej klasie podstawówki, gdy postanowił zostać bokserem, na dodatek nie tylko w przyszłości, ale natychmiast!

Na salę, gdzie ćwiczyli bokserzy, najpierw nie chciano go wpuszczać, ale wkrótce trenerzy ustąpili ze względu na zasługi ojca i dla świętego spokoju ustawiali go pod gruszką – niech wali aż do zmęczenia! Traktowano go więc z przymrużeniem oka, nikt specjalnie nie przejmował się tym, co maluch robi, ale chłopak szybko wyczuł rytm zajęć, na zawody jeździł jako klubowa maskotka, oddychał atmosferą tego sportu.

– Coś ciągnęło mnie do boksu -wspomina dzisiaj. – Nie mam pojęcia, dlaczego, bo w tym wieku chłopaki przeważnie grają w piłkę.

Nawet sam ojciec się dziwił, skąd u ośmiolatka takie nastawienie, od czasu do czasu zakazywał mu treningów, ale kto go miał upilnować! Mówił, że idzie na podwórko, a gdy tylko zamknął za sobą drzwi od mieszkania, natychmiast pędził na salkę bokserską. Nudne było takie walenie w gruchę, ale Daniel nie tracił zapału.

– Zdawałem sobie sprawę z tego, że kiedyś dorosnę, więc musiałem jakoś przygotować się do tej dorosłości – opowiada. – Po lekcjach najważniejsza była sala z gruszką.

Na poważniejsze treningi przyszedł czas po ukończeniu szkoły podstawowej. Już po trzech tygodniach takiej „prawdziwej” przymiarki do pojedynków bokserskich wystartował w turnieju i wygrał swoją walkę przed czasem. A później było już tylko lepiej.

Gdy podsumowuje wszystkie swoje starty na ringach, to wychodzą mu

74 zwycięstwa na 78 walk stoczonych w lidze amatorskiej. Bo później doszło jeszcze kilka prestiżowych zwycięstw na ringu zawodowym.

Najciekawszy jest jednak fakt, że Daniel rozpoczynał swoją karierę od kategorii muszej. Czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie „muchę” mierzącą ponad 180 cm wzrostu? Po prostu kij od szczotki i nic więcej! Oczywiście,  z roku na rok „mucha” obrastała mięśniami, co wymuszało zmianę kategorii, ale i tak młody bokser był najpierw najwyższym w kraju „kogutem”, a następnie „lekkim” i tak dalej. Jako junior zakończył karierę, będąc w kategorii średniej i mając na koncie większość zwycięstw uzyskanych przed czasem.

– Patrzę dzisiaj na stare fotografie – komentuje z uśmiechem swój udział w tym sporcie – i dziwię się, jak mogłem wygrywać walki z takim wyglądem?

Ano, widocznie mógł. Odznaczał się zawsze mocną psychiką, nigdy nie wierzył, że może przegrać jakąś walkę.

DANIEL STRASZEWSKI

  • Wiek: 32 lata
  • Wzrost: 185 cm
  • Waga: 98 kg, startowa 92-3 kg
  • Miejsce zam.: Włocławek
  • Wykształcenie: zawodowe, malarz budowlany
  • Zawód: właściciel firmy budowlanej
  • Stan cywilny: żonaty
  • Osiągnięcia: mistrz Polski w boksie 1994.1995: uczestnik mistrzostw świata Istambuł 1994
  • Hobby: kulturystyka

 

Do siłowni zawitał jako 20-latek. Ot, lekarz poradził, żeby trochę zapracował na muskulaturę, bo przy tym wzroście inaczej nie wypada. No i wziął się za ciężary. Przed południem chodził do siłowni, a po południu na boks. O żadnych ćwiczeniach kulturystycznych nie miał pojęcia, ćwiczył tak, jak inni, podpatrywał ich i robił to samo.

Bardzo „napalał” się na boks zawodowy, ale wszystko skończyło się za sprawą jednej kontuzji. Miał już za sobą cztery wygrane walki, nadeszła piąta, a razem z nią wielki niefart. Przeciwnik już był prawie „skasowany”, leżał na deskach dwa razy i nagle wielki ból zablokował prawe ramię. Jak na złość, do końca rundy brakowało jeszcze jakieś 5, może 7 sekund. Wyszedłby z tego krótkiego zawodowstwa bez żadnej porażki, gdyby sędzia nie zorientował się, co jest grane. Niestety, sędzia miał dobre oczy – zawodnik, który nie może dalej walczyć, przegrywa.

– I pomyśleć, że akurat w tej walce oklaskiwało mnie na hali 5 tysięcy osób! – Daniel uświadamia sobie już po raz któryś z kolei to fatalne zrządzenie losu.

Myślał, że kontuzję wyleczy, ale nie wszystko udało się jak trzeba. Przyczep mięśniowy okolicy barku nadawał się już tylko „do wymiany”. Z boksem koniec! Lekarz prowadzący „podtrzymał go na duchu” słowami, że musi uważać na siebie, bo w tym stanie nawet siatki z zakupami nie udźwignie. Jak to lekarz.

Jak odczuwa się stratę po przerwaniu udanej kariery?

– Boks odczuwałem jako uzupełnienie naturalnych ruchów ciała – opowiada Daniel. – Rywalizacja sprawiała mi niesamowitą radość, a podczas walki lub zwykłego sparringu zawsze miałem okazję rozładować emocje, wyciszyć się, zmagazynować energię na później. To było prawie jak oddychanie czy jedzenie.

Nie rzucił swojej ulubionej dyscypliny tak do końca. Uczestniczy w sparringach, ćwiczy młodzież, ale wszystko to robi na luzie. Bólu w barku już nie odczuwa, ale jest blokada psychiczna, bo nikt nie dał mu gwarancji, że kontuzja się nie powtórzy.

Kulturystyka to dla niego rehabilitacja. Bark musi zostać obudowany mięśniami, aby coś się w nim nie zepsuło.

O sobie mówi, że jest strasznym katem na siłowni, a ci, co go obserwują z boku, potwierdzają te słowa. W ciągu dwóch ostatnich lat wymienił już kilkunastu partnerów treningowych, bo nikt nie wytrzymuje z nim tempa ćwiczeń.

Ale wyniki mówią same za siebie. W wyciskaniu sztangi leżąc doszedł do 170 kg, który to ciężar podniósł 6 razy pod rząd. Ma satysfakcję przede wszystkim z jednego powodu:

– Tamten lekarz powiedział, że siatki z zakupami nie udźwignę!

A tymczasem w pozycji siedzącej wyciska sztangielki po 47 kg każda! Nogami wypycha ciężar 280 kg na skosie po 20 razy w serii, odpoczywa najwyżej minutę i „piłuje” od nowa. Małolaty patrzą spod oka i mówią „ale power!” A sam Daniel mówi tylko, że jest to, co jest. Jeszcze w ubiegłym roku nie miał najmniejszego zamiaru wziąć udział w zawodach, podpatrywał tylko kulturystów i porównywał się z nimi.

Jest wytrwały jak mało kto. Ma świadomość siły psychiki, jaką udało mu się rozwinąć w ciągu wielu lat ćwiczeń. Nieustępliwość, konsekwentne dążenie do celu, wysokie ustawianie poprzeczki – to są cechy, które Daniel najbardziej u siebie ceni.

– W ubiegłym roku koledzy mówili, że dobrze wyglądam i że już mógłbym wystartować w zawodach kulturystycznych – relacjonuje opinie znajomych -ale ja wiedziałem, że mogę wyglądać dużo lepiej, mogę u siebie wiele rzeczy poprawić i że stać mnie na taki wyczyn.

No i stało się! Na mistrzostwach Polski w tym roku Daniel wystartował w kulturystyce klasycznej i zajął III miejsce w najwyższej kategorii wzrostowej. Były bokser traktuje to jako prawdziwe wyróżnienie losowe, a chęć do treningów na siłowni urosła jeszcze bardziej.

– Wiem na pewno, na co powinienem zwrócić uwagę w trakcie dalszych treningów, żeby za rok zająć lepszą lokatę i właśnie pod tym kątem ćwiczę -oświadcza już w tydzień po zasłużonym sukcesie. – Niczego nie odpuszczam, już przed zawodami zwiększyłem intensywność do tego stopnia, że między seriami odpoczywam najwyżej 20 sekund i to bardzo mi służy.

* * *

Nie dostrzega u siebie słabych stron, jeżeli chodzi o siłę psychiki. Motywacja funkcjonuje na najwyższym poziomie, satysfakcja z tego, co już osiągnął, nie gaśnie, no i wreszcie liczy się ta chęć pokazania, na co go stać. Nie wyszło w boksie, przynajmniej nie do końca, więc musi wyjść w kulturystyce!

Jeżeli już na coś miałby narzekać, to tylko na brak czasu. A i tak robi, co tylko można, żeby jego „własna” doba pozwalała zrealizować wszystkie potrzeby. Jest właścicielem firmy budowlanej, a w tym zawodzie czas pracy ma wyjątkowe znaczenie. Daniel wstaje o 5 rano i robi aeroby. Po śniadaniu wiezie ludzi do pracy. Działa na trzech budowach, a jego ambicją jest ciągłe rozwijanie firmy. Ludzie znają go jako ambitnego sportowca, wiedzą, że umie dotrzymywać słowa, ma wymagania, ale płaci więcej niż inni, więc chętnie z nim współpracują. Za terminowe ukończenie hal produkcyjnych dostali pochwały od koncernu, dla którego to wszystko robili – taka sytuacja rodzi dobry klimat, a sam Daniel czuje się jak ryba w wodzie.

– Rozkręcam to wszystko, bo lubię dobrą robotę – wyjaśnia na każdym kroku. – Wszystko, co robię, staram się wykonać jak najlepiej. W pracy tak samo jak w sporcie. I na dodatek jestem przekonany, że w niczym nie przedobrzę.

Facebook Comments
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Zdrowie i Uroda

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Ubezpieczenia grupowe – odwołanie od decyzji PZU Plik Edycja Wstaw Widok Format Narzędzia

Umowa ubezpieczenia w podstawowym zakresie uregulowana zostały w kodeksie cywilnym. Często…